List do taty w progu – Michał Kosowicz

Jeśli mimo wszystko czujesz, że nie dasz rady, że tego wszystkiego jest za dużo, że nie wytrzymasz, jeśli myślisz o tym, żeby odejść – napisz. Przyjadę z flaszką i bez zbędnych pytań. Nie powiem nikomu, jeśli będziesz płakał – ja będę. W razie czego przytrzymam Ci głowę nad kiblem i podam elektrolity. Będziesz chciał pogadać, pogadamy. Będziesz chciał zrobić zakupy, zrobimy. Ale zostań, nie poddawaj się, nie zostawiaj swojego dziecka wtedy, kiedy Cię najbardziej potrzebuje.

Jest noc, dzieciaki śpią. Siadam do pisania najważniejszego tekstu w moim życiu, nie tylko w tym nowym. Zostawiłem sobie dzień na przemyślenia i dzień na odpoczynek, żeby napisać to dobrze.

W ostatnim czasie pytano mnie – co myślę o tych, którzy odchodzą, zostawiając swoje dzieci, kobiety, uciekając przed życiem, odpowiedzialnością. Już samo pytanie najczęściej jest z tezą, która jest słuszna – zostawienie niepełnosprawnego lub chorego dziecka, porzucenie swojej kobiety… to porażka, wstyd, blamaż. Tylko, nie tak dawno zdałem sobie sprawę, że mnie, od takiej porażki też dzieliło momentami naprawdę niewiele.

Moje nowe życie zaczęło się 31 stycznia 2016 roku, wraz z narodzinami mojego trzeciego dziecka; pierwszego, wymarzonego i wyczekanego syna – Józefa. Dzień później moje życie zaczęło się jeszcze raz – okazało się, że Józik jest bardzo chory. Następnego dnia kolejny raz zacząłem nowe życie – moje najmniejsze dziecko wylądowało na stole operacyjnym i przeszło bardzo ciężką operację. Od tego czasu moje życie zaczyna się na nowo dość często, choć coraz rzadziej, ale za każdym razem czuję się jak zrzucony z pomostu w mętną wodę.

Kiedy pierwszy raz zapytano mnie, co bym przekazał innym rodzicom chorych dzieci, łzy napłynęły mi do oczu, gardło napięło i każde słowo wymagało wielkiego wysiłku, bo głos uciekał. Ale nigdy tak dumnie nie patrzyłem nikomu w oczy, jak wtedy. Wykrztusiłem tylko „Nie poddawajcie się, bo Wasze dzieci Was potrzebują. Choćby nie wiem co, nie poddawajcie się. Dużo odpoczywajcie i nie poddawajcie się.” Te słowa miały taką moc, że nie potrzeba było nic więcej, choć powiedziałem wtedy sporo innych, nie zostały opublikowane – i dobrze.

Dziś chciałbym powtórzyć to, co pisałem już w ostatnich dniach wielokrotnie – nie jestem „super tatą”. Nie jestem lepszy ani gorszy od moich kolegów – jestem inny, ale jestem najlepszym ojcem, jakiego mają moje dzieci – tylko to się liczy. Każdy tata może to powiedzieć i zdać sobie sprawę z wagi tego zobowiązania – jestem najlepszym ojcem, jakiego mają i będą miały moje dzieci.

Choćby większość odchodziła – nigdy nie pozwólmy aby to była norma. To porażka, która ciągnie się przez całe życie za dziećmi i niedoszli ojcowie także powinni o niej pamiętać, ale nigdy nie uwierzę, że była to decyzja przyjemna. Mogła być przez chwilę łatwa, ale nie mogła być przyjemna.

Kiedy rodzi się chore dziecko, albo dochodzi do komplikacji okołoporodowych, Twoje życie się bezpowrotnie zmienia i to jest jedyna sprawa, do której się powinieneś przyzwyczajać – do zmian. Nie oznacza to, że ono się kończy. Nie musisz się poświęcać albo odchodzić, nie musisz wybierać koloru trumny albo być jak skała, nie musisz wyrzucać imprezowych ciuchów albo iść pić – możesz, ale nie musisz. Musisz jedynie dokonywać wyborów: chcesz mieć problem z facetem w lustrze, chcesz budować swoje życie na zakłamaniu? Chcesz się poddać i żegnać? Chcesz „poświęcać się”, czy pokazać swojemu dziecku, że mimo choroby czy niepełnosprawności większość jego ograniczeń siedzi w jego głowie? To wciąż Ty wybierasz jak reagujesz na sytuację, której żaden z nas nie wybierał. Dziecku nie tylko trzeba dać żyć, ale dać po co żyć – chcesz mu pokazywać, że życie jest szare i pełne cierpienia? Więc męczy się po to, żeby się jeszcze więcej męczyć? Ja twierdzę, że masz obowiązek pokazać swojemu maleńkiemu dziecku, że jeśli nam na czymś zależy to trzeba po to sięgnąć, że życie ma sens!

Niestety spotka Cię stereotyp „rodzica cierpiętnika”, w myśl którego już nie powinieneś mieć dla siebie czasu. Od teraz przetłuszczone włosy i przetarte ubrania są OK. Nie powinieneś się uśmiechać – przecież znasz powagę sytuacji. Oczywiście powinieneś chodzić zmęczony, obolały i stary. Ten stereotyp runie – zobaczysz – runie za naszego życia. Ja czuję się obolały i słaby, chodzę zmęczony, ale uśmiecham się ile się da i śpię ile się da. Twoje dziecko jest chore, albo niepełnosprawne, akurat na Ciebie trafiło – trudno, mleko się rozlało, często nic się już z tym nie zrobi, ale jak pisałem, Twoje życie trwa i wciąż jest Twoje. Ponieważ Twoje dziecko, które nie ma innego taty, tak bardzo Cię teraz potrzebuje, zostań. Jeśli kobieta Cię denerwuje, zostań. Jeśli każe Ci odejść, zostań. Jeśli teściowa wykorzystuje ten czas, aby udowodnić, że nie dasz rady, zostań. Jeśli się wahasz, zostań. Jeśli potrzebujesz się upić, żeby to przetrawić – idź. Jeśli musisz się wyspać – idź. Jeśli chcesz zrobić cokolwiek – zrób to. Zrób to, o czym zawsze marzyłeś, ale wracaj i zostań przy tych, którzy Cię potrzebują. Bo zostawiając ich, stracisz dużo więcej, a zyskasz dużo mniej, niż Ci się wydaje.

Ojcami się stajemy. 9 m-cy ciąży to ściema. Pierwsze zmiany w organizmie mamy, opóźnienie miesiączki, a jest już drugi miesiąc – do zapłodnienia doszło w drugim tygodniu ciąży. Kobieta, czuje pierwsze ruchy dziecka mniej więcej w połowie ciąży – wtedy kiedy do taty dziecka dopiero zaczyna dochodzić, że jego kobieta się zmienia. Na tym etapie ojcowie mają z dzieckiem taki kontakt jak z nosorożcami – widzą je czasem na ekranie, tylko tutaj jest to USG, a nie TV. Ojcostwo to relacja, którą trzeba zbudować w oparciu o relację z mamą dziecka. To jest kilka miesięcy budowania, zanim dziecko zacznie podejmować z Tobą interakcje – im bliżej niego jesteś, tym szybciej zauważysz, że podejmuje. Jeśli jesteś daleko, możesz nigdy nie zauważyć, że dziecko szuka kontaktu. Dlatego nie dziwcie się sobie, że nie jesteście emocjonalnie związani z dzieckiem, kiedy wychodzi z brzucha. To normalne, że wstajecie w nocy, żeby Ona nie musiała, a nie dla dziecka. To normalne. Nie bójcie się tego, nie bójcie się małych dzieci – je naprawdę trudno uszkodzić – serio – a jeśli się coś zdarzy, to one się naprawdę dobrze goją. Dużo czasu spędziliśmy z Józiem na oddziale chirurgii, widziałem sporo – albo nic im nie jest, albo się goją. Nie ma się czego bać. Zachowajcie spokój, zdrowy rozsądek, wdrożcie procedury bezpieczeństwa i wszystko będzie dobrze.

Jednak, jeśli tak jak ja masz inne dzieci, nie w głowie Ci ucieczki. Wiesz już jak się przewija, kompie. Ale w naszym kraju ktoś kto ma więcej dzieci jest w mniejszości. „Stereotyp 2+1” przejawia się często i z nim też trzeba walczyć, choć ta walka nie jest tak prosta. Twoje zdrowe dzieci przeżywają to bardzo, a objawy tego mogą być bardzo zaskakujące i nieprzyjemne. One też Was potrzebują: i taty, i mamy, a Wy potrzebujecie się wzajemnie. Nie bój się zostawiać dziecka pod opieką personelu medycznego. Oni wiedzą co robią. Korzystaj z chwil, które możecie mieć razem – one służą Waszemu samopoczuciu i przyczyniają się do budowania dobrego środowiska dla dzieci.

Jeśli mimo wszystko czujesz, że nie dasz rady, że tego wszystkiego jest za dużo, że nie wytrzymasz, jeśli myślisz o tym – napisz. Przyjadę z flaszką i bez zbędnych pytań. Nie powiem nikomu, jeśli będziesz płakał – ja będę. W razie czego przytrzymam Ci głowę nad kiblem i podam elektrolity. Będziesz chciał pogadać, pogadamy. Będziesz chciał zrobić zakupy, zrobimy. Ale zostań, nie poddawaj się, nie zostawiaj swojego dziecka wtedy, kiedy Cię najbardziej potrzebuje.

2 myśli na temat “List do taty w progu – Michał Kosowicz”

  1. Spotkałam dziś w Ambasadzie Współpracy w krakowskim Dworku Białoprądnickim twojego kumpla, Maćka.Pokazał nam kalendarz i opowiedział treściwie o celach fundacji.
    To spotkanie mocno nas poruszyło, widać to było na twarzach zebranych osób.Prototyp kalendarza piękny, wspieram ideę, to świetny pomysł.
    Równie ważne, że oferujesz pomoc mężczyznom, których życie zmieniło się z tego samego powodu, co Wasze.
    Życzę dużo sił, znalezienia czasu na kawę z żoną i, rzecz jasna, postaram się w jakiś sposób pomóc. Na przykład poprzez wpis na moim blogu ( przygotuję go na dniach) czy poprzez zakup kalendarza.
    Poproszę też o pomoc przyjaciół.
    Tymczasem życzę aby miłość waszych dzieci niosła was na swych skrzydłach i rozświetlała niełatwą codzienność. Jesteś świetnym tatą, twoje dzieci są szczęściarzami. Gratuluję, że nie odszedłeś,przeciwnie, że próbujesz przeciwności losu zamienić na coś ważnego i pożytecznego : na wsparcie dla ojców będących w podobnej sytuacji.
    Serdeczne pozdrowienia dl acałej Waszej Rodzinki:)

  2. A ja znam takiego wspaniałego ojca który z czułością opiekuje się swoim obecnie 39 letnim synem z porażeniem mózgowym ( który nie chodzi i nie widzi ) .To mój obecnie, 70 -letni mąż .Od początku aktywnie uczestniczy w opiece nad synem .Nigdy nie narzeka i nie rozczula się nad sobą, a syn jest jego oczkiem w głowie .Uwielbiają niemal codzienne , wspólne spacery . Nie uchyla się również od innych prac związanych z opieką . Wspaniały człowiek mąż i ojciec .Znam jeszcze kilku takich ,których mogłabym wymienić z nazwiska .

Możliwość komentowania jest wyłączona.